piątek, 25 września 2015

Raz w roku w Skiroławkach

Nie mogę się zdecydować, czy zaszufladkowanie tej powieści jako erotycznej zrobiło jej krzywdę, czy wręcz przeciwnie, wypromowało. Bez reklamy (być może) leżałaby już teraz zapomniana, jako ramotka. A zdecydowanie na to nie zasłużyła. Od samego początku widziałam w niej coś więcej, niż tylko opisanie różnych konfiguracji dziwacznych namiętności. Nie ma to nic wspólnego z powieściami markiza de Sade, jak niejeden raz sugerowano... jest raczej pochwałą panteistycznego stylu życia w pewnej mazurskiej wiosce, czyli: czasy jak czasy, ludzie jak ludzie. Świetna, niekiedy karykaturalna, galeria typów. Nie zauważyłam, by Nienacki nadawał komuś szczególnie obrzydliwe cechy charakteru, nawet zbrodniarz przedstawiony jest jako ofiara matczynego bata, zresztą ścigają go Erynie, bo zachował maleńki skrawek duszy. Ten motyw przewija się przez całą niemal książkę, ale takich kamyczków jest więcej, wszystko kunsztownie splecione w barwny wzór. Nie wiem, czy gdzieś jeszcze istnieją zwolennicy nieskażonej wsi, wręcz wiochy - niemniej, po przeczytaniu Skiroławek stałam się ich fanką.

Nienacki, jak zwykle w takich przypadkach, nie stroni od moralizowania, albo wprowadzania postaci, które siedzą jak stara ciotka na kanapie, pokazując wścibskim paluszkiem wszelkie pyłki i pajęczynki. Mnóstwo tam dywagacji, poczynając od mistyki, a kończąc na zwykłym jedzeniu (w taki sposób wiejski lekarz uwodzi pewną pulchną pannę, zabierając ją innemu - ognistemu malarzowi). Spodobała mi się jedna z historii kończących książkę, bo jest niebywale lekka i pogodna - otóż rodzina niejakich Stasiaków (wyróżniających się analfabetyzmem oraz niemożnością porozumiewania - polega ono na artykułowaniu jedynie dźwięków: "hmmm-brummm-chrum") otrzymuje w prezencie pięknego, nowego citroena od krewnej zza wielkiej wody. Oczywiście nikt nie umie nim jeździć, nawet ci, którzy mają prawo jazdy - tak więc wspaniały sprzęt stoi na podwórku Stasiaków i powoli niszczeje, do czasu, aż ktoś odkryje, że przecież można wsiadać do środka, przytulać się do pachnących skórą foteli, i beztrosko jechać w nieznane... bez paliwa. Tak oto za opłatą albo i bez opłaty, jeździ citroenem Stasiaków cała wieś, bliżej lub dalej, a każdy ma wielką radość i satysfakcję, szczególnie ci, którzy zabierają swe kobiety czy dziewczyny w dłuższą podróż :)

Nie sposób wymienić wszystkich wątków książki; kilka z nich kończy się tragicznie, a kilka romantycznie, w finale - wieloletnia gospodyni doktora Niegłowicza przynosi do domu malutkie, niespełna roczne dziecko, cała w zachwycie... gdyż jest to córeczka niejakiej Brygidy (obecnej ukochanej doktora Niegłowicza), którą będzie się zajmować, tak jak się zajmowała najpierw doktorem, a potem jego synem, wierna Gertruda wraz z mężem... A wszystko za sprawą czarów Kłobuka.

Polecam, bo jest to książka magiczna, choć powstała na Mazurach, a nie w kręgu ibero.

Zbigniew Nienacki - Raz w roku w Skiroławkach

Brak komentarzy: